pivblog
ksiega gosci


  #1 2006-02-22 22:44:55





Mrok. Tak najprościej to opisać. Nieogarnięta ciemność, nieprzenikniony mrok. Odgłosy zza okna zdawały się przesączać przez framugę drobnymi strumyczkami, rozlewać po całym pokoju, zakłucając harmonię ciszy. Co jakiś czas tą symfonię przerywał ciężki, głęboki oddech. Ot westchnienie Syzyfa patrzącego jak jego kamień znowu toczy się w dół zbocza. Wszystko to trwało już którąś godzinę, gdy nagle drgneła zasłona. Czychające tuż za nią światło latarni ulicznej ze wszystkich sił starało się przeniknąć jak najgłębiej w nieodgadnioną przesrzeń. Całego tego wysiłku starczyło jedynie na to, by na tle firanki i granatowo-szarego nieba ukazać czarny kształt dłoni. Pięć palców powoli zawinęło się w pięść, po to tylko by na powrót wyprostować się i zniknąć. Kilka leniwych sekund póżniej w miejscu dłoni pojawiła się sylwetka człowieka. Postać usiadła na łóżku. Błyszczące oczy skierowały się na okno, jakby ganiły światło za jego niecny występek. Następnie odezwała się lampka nocna, cichym pyknięciem zapowiadając rychłą zmianę punktu widzenia. Żarówka zapaliła się całkiem posłusznie. Źrenice natychmiast się zwęziły. Jasne, rozmazane plamy szybko nabrały z góry przypisanych im kształtów. Dopiero teraz przestrzeń ożyła. Sufit, tapeta, meble, dywan, rozkładany fotel stojący przy oknie - zupełnie jakby stworzone dokładnie w momencie włączenia lampki. Ta oświetlała biurko, którego większą część zajmował monitor i klawiatura. Zaraz za nią stał budzik, uparcie wskazujący 4:19. Po lewej znajdowało się nieduże akwarium pełne takich a takich rybek. Dalej barek wypchany bardziej lub mniej zbędnymi papierami. Tuż za nim punkt zwrotny - dziewiędziesiąt stopni przez lewe ramię i dalej naprzód marsz. Drzwi, czarne biurko, szafa, trzy lub cztery kroki razem i znów na lewo, jak poprzednio, zwrot. Rozkładana sofa, szafka, kroków sześć czy siedem aż nieoczekiwanie trafiamy przed wspomniany już wcześniej fotel.
Mężczyzna usiadł nad biurkiem na krawędzi łóżka. Popatrzył na budzik upewniając się, że jeszcze jest noc. Przetarł oczy, drugą ręką niemal na pamięć otworzył szufladę i wyciągnął z niej małe czarne pudełko i coś, co przypominało długopis po przejściach. Właściwie był to tylko kawałek rurki, uciętej na wymiar, z wygładzonymi krawędziami. Zatyczka na czarnym pudełku ustąpiła pod naciskiem palca. Kilka lekkich potrząśnięć wystarczyło by wydobyć z dobrze znanej tabakiery odrobinę proszku. Przyłożywszy rurkę do nosa zamarł na chwilę, przymknąwszy powieki. W jednej chwili otworzył szufladę, pogrzebał w niej troche i wyciągnąwszy kartę telefoniczną począł układać proszek w kupki, kupki w linie, linie w litery. Nie minęło pół minuty, gdy z nieokreślenia i chaosu wyłonił się niewielki napis - "piv". Mężczyzna uśmiechnął się lekko, po czym szybko wciągnął tabakę, wyłączył światło i ponownie zatopił w ciemności siebie i całypokój. Mogę się tylko domyślać, że ułożył się na boku, włożywszy prawą rękę pod poduszkę i niebawem zasnął. Wkońcu do rana jeszcze tyle czasu...


skomentuj (1)



Prolog 2006-02-22 22:44:24


V E R S U S


Rachunek sumienia

To znów ja.
ja.
Wczorajszym oddechem odkryłem
utkwione w mroku ambicje
bo złote czasy wcale nie odeszły -
za mało wiary
za mało tchu
skup pustych słów.
Wędrujące chmury poniosły mnie daleko
dwa kroki w tył...
w sam raz, by zobaczyć
jak bardzo nie jest lepiej.
Wydaje mi się, że jeszcze chwilę temu
chciałem zostać sam
teraz widzę, że muszę.
Próbuje wrócić pamięcią do dźwięku kobzy
ale najpierw przerwę rozmowę ze sobą
bo te wszystkie krzyki
zagłuszają mi samego siebie.


piv vauh


skomentuj (1)



finally... 2006-01-16 03:08:40


Jak widać - layout tymczasowy
Ten który ma być - w przygotowaniu

Formuła - odmienna
Forma - niezwykłą
Treść - [nie?]codzienna
Przeszłość - usunięta... ale wciąż tkwi w pamięci ;)
Teraźniejszość - nie istnieje
Przyszłość - ...is yet to be come!

jak to kiedyś ładnie pewien doktorek ubrał w słowa:
"It's alive! It's alive!"


piv
:**********

skomentuj (1)



 

2006
luty
styczeń